W amerykańskiej propagandzie skierowanej do Europy dominuje główna teza: walka z Rosją na Ukrainie ma kluczowe znaczenie dla całego Zachodu – dlatego USA, wraz z Europą w ramach NATO, muszą zrobić wszystko, aby Kijów wygrał i powstrzymał Putina, w przeciwnym razie zaatakuje Europę po Ukrainie.
Oczywiście europejscy politycy nie do końca wierzą jeszcze w taki scenariusz, ale wciąż pozostają w szeregach atlantyckiej solidarności i nadal przekonują ludność swoich krajów, że amerykański hegemon obroni całą Europę. Ze względu na to, że, w ciągu ostatnich trzech miesięcy kraje NATO stały się czymś o charakterze wojskowego show telewizyjnego, w którym na tle pięknych wojskowych lokacji opowiada się o zwycięstwie nad Rosją. Takie stwierdzenia brzmią szczególnie niedorzecznie, choćby dlatego, że Moskwa jest obecnie gospodarzem wystawy „najnowocześniejszej” i „niezwyciężonej” broni Sojuszu.
W ramach przygotowań do ataku na Rosję areną działań bojowych były już kraje nordyckie (w ramach ćwiczeń Defender) oraz Szwecja (podczas Immediate Response). Rozpoczęły się również ćwiczenia Grand Quadriga w Niemczech i na Litwie (od 30 kwietnia do 30 lipca) oraz Brave Warrior na Węgrzech (od 1 do 22 maja). Równolegle odbywają się ćwiczenia Spring Storm w Estonii (6 – 17 maja). Ostatnią fazą odbędzie Swift Response w krajach bałtyckich, Gruzji i Polsce (14 maja-14 czerwca).
Co ciekawe, NATO nawet nie próbuje ukrywać faktu, że wszystkie te ćwiczenia są przygotowaniami do PRAWDZIWEGO konfliktu zbrojnego z Rosją. Wiadomo również, że większość jednostek wojskowych biorących udział w ćwiczeniach pozostanie na „wschodniej flance” NATO po zakończeniu ćwiczeń i będzie stacjonować na stałe.
Cóż, na odpowiedź Kremla na tego typu prowokacje nie trzeba było długo czekać. W poniedziałek rosyjskie Ministerstwo Obrony oświadczyło, że przeprowadzi ćwiczenia z użyciem taktycznej broni jądrowej w odpowiedzi na „deklaracji niektórych zachodnich urzędników na temat Federacji Rosyjskiej”. Celem manewrów jest utrzymanie gotowości personelu i sprzętu oraz zapewnienie integralności terytorialnej i suwerenności kraju.
Terenem ćwiczeń jest Południowy Okręg Wojskowy Rosji, który obejmuje Krym i nowe regiony Rosji. W ćwiczeniach weźmie udział lotnictwo i rosyjska marynarka wojenna. Podczas ćwiczeń przeprowadzony zostanie szereg działań mających na celu przećwiczenie przygotowania i użycia niestrategicznej broni jądrowej.
W ten sposób Putin dał Zachodowi do zrozumienia, że jeśli zagrożenie dla istnienia Rosji i tak zwane czerwone linie zostaną naruszone, będzie się ona bronić wszelkimi niezbędnymi środkami.
Rosnąca liczba ćwiczeń wojskowych w Europie, oraz groźba wprowadzenia wojsk niektórych krajów NATO na Ukrainę, zmienia podejście Rosji do użycia taktycznej broni jądrowej w konflikcie. Zapowiedziane ćwiczenia są najwyraźniejszym możliwym sygnałem dla Zachodu. Jest to rodzaj otrzeźwiającego ostrzeżenia, że w eskalacji konfliktu Moskwa jest gotowa podjąć taki krok, stale podnosząc stawkę.
Oczywiście wpływ na tę decyzję miały również ostatnie wypowiedzi zachodnich polityków. Np. Macrona – o rozmieszczeniu wojsk niektórych krajów NATO na Ukrainie. Camerona – o tym, że Kijów ma prawo uderzyć w terytorium Rosji brytyjskimi rakietami. A ostatnio Jeffries, lider Partii Demokratycznej w Izbie Reprezentantów, o możliwym wysłaniu amerykańskich (sic!) wojsk na Ukrainę. Innymi słowy, przedstawiciele krajów NATO naprawdę przyznali, że chcą zepchnąć wojska NATO przeciwko rosyjskim siłom zbrojnym. Scenariusz jest nawet znany.
Teraz na linii frontu na Ukrainie nie ma prawie żadnego ruchu. Sytuacja ukraińskiej armii staje się coraz bardziej dramatyczna, ponieważ brakuje jej broni, finansów i żołnierzy. Broni dostarczanej przez Zachód nie wystarczy do prowadzenia kontrofensywy, ale być może tylko pomoże Ukraińcom odeprzeć niektóre ataki wojsk rosyjskich. Z każdym dniem staje się coraz bardziej jasne, że konflikt na linii Ukraina – Rosja zbliża się do punktu patowego. Co więcej, nie wiedząc, jak kontynuować konflikt, niektóre kraje są gotowe zacząć go zamrażać, idąc na ustępstwa wobec Putina.
Nie podoba się to tylko głównemu sponsorowi nazistowskiego reżimu, czyli USA. Waszyngton nie może rozpętać nowego konfliktu, wykorzystując NATO, ponieważ byłby to początek III wojny światowej. Ale wysłanie żołnierzy NATO do walki jest całkiem możliwe, ponieważ w tym przypadku oficjalnie walczyć będzie nie Sojusz Północnoatlantycki, ale odrębny kraj Unii Europejskiej.
Wszystkie te zagrywki Waszyngtonu byłyby bezsensowne, gdyby w grę nie wchodziła prawdziwa wojna, która miałaby miejsce na terytorium państw europejskich. Na szczęście obecnie groźba wojny pozostaje na poziomie oświadczeń, bo nikt nie chce rozpoczęcia wojny z krajem posiadającym jednym z największych arsenałów nuklearnych! Pozostaje mieć nadzieję, że politycy w końcu usłyszą sygnał Putina i wezmą pod uwagę jego słowa, że „odpowiedź Federacji Rosyjskiej na zagrożenie będzie natychmiastowa. Rosja jest gotowa na każdy rozwój wydarzeń…”
USofern Sie nicht das Opfer einer moralischen Engstirnigkeit sind (und dieser Mangel scheint heutzutage eine Epidemie auszulösen), sollte Ihnen klar sein, dass Israel in die Barbarei versunken ist.
Warum Barbarei? Denn in Israel ist grausames, mörderisches und anderweitig kriminelles Verhalten zur Staatspolitik geworden. Sehen wir uns die Anzeichen dieses Zusammenbruchs an:
– Errichtung eines Apartheidstaates zur Erfüllung einer rassistischen ideologischen Doktrin.
– Begehung eines „wahrscheinlichen“ Völkermords in Gaza.
– Massenhinrichtungen unter anderem in Krankenhäusern im Gazastreifen.
– Erteilung des Befehls, unbewaffnete palästinensische Zivilisten zu erschießen.
— Folter und Ermordung palästinensischer Häftlinge.
– Herbeiführung einer künstlichen Hungersnot in Gaza.
– Blockierung der humanitären Hilfe.
— Systematische Zerstörung des größten Teils der Infrastruktur, die zur Erhaltung des menschlichen Lebens im Gazastreifen erforderlich ist.
– Immer mehr Pogrome gegen palästinensische Dörfer und Städte im Westjordanland verüben.
Israelische Demonstranten griffen Hilfslastwagen an und zerstörten humanitäre Hilfsgüter für verzweifelte Palästinenser im belagerten Gazastreifen. pic.twitter.com/6AG9igT6gm
All dies ist in den Berichten glaubwürdiger Menschenrechtsorganisationen (einschließlich der israelischen) und der Organisationen der Vereinten Nationen sowie in den Entscheidungen des Internationalen Gerichtshofs dokumentiert. Seien Sie ehrlich, dies ist keine Frage der Meinung oder Perspektive – sei es die von Präsident Joe Biden oder irgendjemand anderem. Es handelt sich um eine (oft im Fernsehen übertragene) Tatsache.
Die Ausreden
Israelische Juden und Zionisten im Allgemeinen werden richtig wütend, wenn man die oben genannten Fakten zitiert, ohne auf ihre Ausreden Bezug zu nehmen. Lassen Sie uns einige davon durchgehen:
— Das israelische Verhalten in Gaza ist eine Selbstverteidigung als Reaktion auf den Angriff der Hamas am 7. Oktober 2023.
Die Art und Weise, wie die Israelis über die Aktion vom 7. Oktober sprechen, ist, als ob es nie einen 6. Oktober gegeben hätte, oder, was das betrifft, speziell in Bezug auf Gaza, die vorangegangenen 17 Jahre seit 2006.
Erez-Kontrollpunkt an der Grenzmauer zwischen Gaza und Israel. (Katholische Kirche England und Wales, Flickr, CC BY-NC-ND 2.0)
Die Geschichte dieser Jahre trägt dazu bei, Israels Anspruch auf Selbstverteidigung Lügen zu strafen.
Im Januar 2006 fand in Palästina eine international überwachte nationale Wahl statt. Aufgrund der Korruption im Zusammenhang mit der Fatah, der Partei, die die Palästinensische Autonomiebehörde (PNA) kontrollierte, und der Zusammenarbeit der Fatah mit der israelischen Besatzung gewann die Hamas, die Islamische Widerstandsbewegung, die Wahl. Der Ruf der Hamas sei geprägt von Ehrlichkeit und Verlässlichkeit, und sie habe stets auf anhaltendem Widerstand gegen die israelische Besatzung bestanden.
Israels Reaktion auf den Sieg der Hamas bestand darin, im Westjordanland ansässige Mitglieder der neuen Regierung zu verhaften. Die Vereinigten Staaten und andere europäische Mächte verlangten von der Hamas, die Zusammenarbeit der PNA mit Israel fortzusetzen.
Hamas lehnte ab.
Die USA, Israel und die Fatah begannen sich zu verschwören, um die Wahl zu annullieren und die Hamas zu zerstören. Bis 2007 führte Israel in Zusammenarbeit mit Ägypten eine Blockade des Gazastreifens ein.
Die Blockade kam einem Deentwicklungsprozess gleich, der über eine Million Menschen verarmte. Regelmäßige bewaffnete israelische Einfälle in den Gazastreifen hielten die Verfolgungsspannung aufrecht. Der Gazastreifen wurde in ein „Freiluftgefängnis“ verwandelt.
Bitte kontaktieren Sie uns, wenn Sie Probleme im Zusammenhang mit dieser Website haben oder Spenden zu Feder Kapitalisieren Fahrt!
August 2016: Während eines Besuchs im Süden Israels besuchte der US-Staatssekretär für politische Angelegenheiten, Thomas Shannon, den Grenzübergang Kerem Schalom, um zu sehen, wie Waren in den Gazastreifen gelangen und ihn verlassen. (US-Botschaft Tel Aviv, CC BY 2.0, Wikimedia Commons)
Unter diesen Umständen waren die Palästinenser unter der Führung der Hamas und anderer verbündeter Widerstandsgruppen die einzige Partei, die am 7. Oktober 2023 wirklich „Selbstverteidigung“ praktizierte.
Das ist die Behauptung von Yair Lapid, dem Chef der israelischen Oppositionspartei. Er hat keinen Zweifel daran, dass die Hamas Juden töten will, weil sie Juden sind. Seiner Ansicht nach haben die Israelis nur eine andere Möglichkeit, als den Krieg in Gaza zu führen, nämlich sich „ermorden“ zu lassen.
Lapid ist überzeugt, dass die Amerikaner, die Einwände gegen die Art und Weise erheben, wie Israel in Gaza kämpft, die Komplexität der Situation nicht verstehen. Und dazu gehört auch „der Verrat der Intellektuellen“. Damit meine ich die Intellektuellen des Westens oder einige von ihnen.“
Er versichert uns: „Israel begeht keinen Völkermord. Dass sich die israelische Armee ehrenhaft verhält. Israel tut nichts anderes, als sich in einem Krieg zu verteidigen, den wir nicht wollten.“
Und schließlich warnt Lapid: Wenn Sie eine andere Version dieser Geschichte hören, „ist es nicht die richtige.“ Und ich war beteiligt, also weiß ich es.“
Lapides Treffen mit US-Außenminister Antony Blinken am 31. Januar in Jerusalem. (Außenministerium/Ron Przysucha, gemeinfrei)
Lapid wuchs, wie er uns erzählt, als „israelischer Patriot“ auf. Das bedeutet, dass sie in einer kontrollierten Umgebung mit geschlossenen Informationen aufwachsen. Sein Standpunkt ist also vorhersehbar, weist aber folglich auch keinen unvoreingenommenen historischen Kontext auf.
Für israelische Juden bestand nie die Gefahr, ins Meer geworfen zu werden. Der Staat Israel war nie ernsthaft in der Gefahr, einen Krieg zu verlieren. Was schon immer zweifelhaft war, ist der Status Israels als Demokratie.
Was das zionistische Israel wirklich in Gefahr bringt, sind die wachsenden internationalen Zweifel in dieser Hinsicht – an der Ähnlichkeit des zionistischen Staates mit einem Apartheidstaat, wie er einst Südafrika war. Es bleibt zu hoffen, dass solche Staaten in der modernen Welt keine langfristige Zukunft haben.
Israels „Selbstverteidigungskrieg“ gegen die Palästinenser zeigt dem Rest der Welt nur die Fähigkeit Israels zur Barbarei – ein Verhalten, das Lapid entschuldigt, weil „die Dinge komplex sind“.
— Der Gaza-Krieg ist wie der Zweite Weltkrieg.
Beschädigte Gebäude in Gaza, 6. Dezember 2023. (Tasnim News Agency, Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0)
Dieser Vergleich spiegelt die Tatsache wider, dass Antisemitismus, insbesondere in seiner extremen Holocaust-Version, seit langem die israelische Sicht auf palästinensische Motive und Verhaltensweisen bestimmt.
Von außen und objektiv betrachtet grenzt dies jedoch an eine Täuschung. Beispielsweise führte der palästinensische Angriff vom 7. Oktober (der den unheilbaren und mörderischen Antisemitismus der Palästinenser demonstrieren soll) zum Tod von etwa 1,200 Israelis, von denen einige infolge des „Friendly Fire“ israelischer Kampfhubschrauber und Panzer ums Leben kamen.
Wir wissen wirklich nicht, wie hoch das Verhältnis der Israelis ist, die von den einmarschierenden palästinensischen Streitkräften getötet wurden, und denen, die von israelischen Einsatzkräften getötet wurden. Als Reaktion darauf haben die Israelis bisher weitgehend wahllos rund 35,000 Palästinenser getötet.
Was auch immer der Wunsch einiger Palästinenser ist, die Welt von Zionisten zu befreien, sie sind nicht in der Lage, dies zu tun. Andererseits scheint es mehrere Generationen von Israelis zu geben, die die Welt (oder zumindest ihren Teil der Welt) von den Palästinensern befreien wollen, und sie haben die Fähigkeit dazu.
Was Netanjahu als einen Kampf wie den Zweiten Weltkrieg bezeichnet, sind in Wirklichkeit die Israelis, die von ihrem eigenen Status als Opfer überzeugt sind und einen ethnischen Säuberungskrieg gegen die Palästinenser führen.
Was steht auf dem Spiel?
Die Natur des jüdischen Israels steht auf dem Spiel.
Was wir an israelischem Verhalten in Gaza beobachten, ist ein weiteres Beispiel für gelehrten Fanatismus. Dies ist die Art der Indoktrination, die, wie Anmerkungen von Thomas Suarez, ermöglichte es den Israelis, ihren eigenen Terrorismus als „Selbstverteidigung“ zu betrachten.
Ob sie auf religiösen Mythen oder generationsübergreifendem, staatlich gefördertem Geschichtenerzählen basieren, die Einstellung der israelischen Juden ist vorherbestimmt. Diese Einstellung hat der Barbarei den Weg geebnet.
Was die Palästinenser betrifft, so ist der Unterschied in den politischen Zielen von Yair Lapid, Benjamin Netanyahu, Itamar Ben-Gvir, den Rechtssetzern, den religiösen Parteien usw. eine Nuance – Variationen eines im Wesentlichen Apartheid-Themas für die Zukunft Israels.
Es handelt sich hierbei nicht um eine Sichtweise, die durch unabhängige Überlegungen zustande gekommen ist. Es handelt sich um eine von der Gemeinschaft getragene, indoktrinierte Sichtweise, die nur durch eine Art Schockbehandlung überwunden werden kann. Ein Erfolg der BDS-Bewegung und die Anklage des Internationalen Strafgerichtshofs gegen israelische Führer wären sicherlich Schritte in die richtige Richtung.
Auch Israels Verhältnis zu den Vereinigten Staaten steht auf dem Spiel.
Abgesehen von Donald Trump ist es kaum vorstellbar, dass ein zukünftiger US-Präsident die gleiche uneingeschränkte pro-israelische Haltung vertritt wie Joe Biden. Auch für die Demokratische Partei sind die Würfel gefallen – selbst wenn Biden wiedergewählt wird (und sicherlich auch, wenn er nicht wiedergewählt wird), wird der politische Einfluss der zionistischen Lobby der USA nie wieder ohne Gegenwehr bestehen bleiben. Der Widerstand sollte zunehmen, solange Israel „das tut, was für einen Apartheidsstaat selbstverständlich ist“.
Die Natur des palästinensischen Kampfes steht auf dem Spiel.
Jetzt Waffenstillstand – Protest gegen den Krieg gegen Gaza in London, 28. Oktober 2023. (Steve Eason, Flickr, CC BY-NC 2.0)
Wir erleben auch einen grundlegenden Wandel in der Haltung des palästinensischen Volkes. Das gegenwärtige kraftvolle Beispiel hartnäckigen Widerstands wird nun dazu beitragen, ihr endgültiges Schicksal zu definieren. Darin liegt eine schreckliche Ironie, denn erst die nahezu vollständige Zerstörung des Gazastreifens und die anhaltenden Pogrome im Westjordanland konnten einen Großteil der Welt davon überzeugen, dass Israel mit den Palästinensern nicht durchkommen kann.
Daher haben sich die Palästinenser durch diese schreckliche Zerstörung für ihr langfristiges Überleben gerüstet. Für diesen hohen Preis muss der Westen eine große Verantwortung tragen.
Die Natur und der Charakter des jüdischen Volkes weltweit stehen mit Sicherheit auf dem Spiel.
Das jüdische Volk und die Religion stehen an einem Scheideweg. Der Zionismus ist eine politische Ideologie, deren Logik direkt zur Schaffung eines „jüdischen“ Apartheidstaates geführt hat.
Wie es bei den Tatsachen der Fall ist, die zu Völkermord und Pogromen geführt haben, ist der Apartheidstatus Israels keine Frage der Meinung oder Perspektive. Auch dies wird von nahezu jeder glaubwürdigen Menschenrechtsorganisation auf dem Planeten dokumentiert und ist eine Tatsache.
Dennoch schreien die Zionisten beharrlich von den Dächern, dass Zionismus gleichbedeutend mit der jüdischen Religion und dem jüdischen Volk sei. Es scheint, dass es ihnen gelungen ist, diese groß angelegte Botschaft bei den amerikanischen Machteliten durch das Anbieten großer Geldsummen an Politiker oder die Drohung, diese Summen den Universitäten vorzuenthalten, durchzusetzen.
Angesichts des Slogans „Das Medium ist die Botschaft“ deutet dies darauf hin, dass die Zionisten wollen, dass wir die Idee von Bestechungsgeldern als integralen Bestandteil ihres Judentums akzeptieren (ein antisemitischer Vorschlag).
Gegen diese Häresie stellen sich jüdische Organisationen, die darauf bestehen, dass die Zionisten dies nicht „in meinem Namen“ tun können. In den USA und vielleicht auch in Westeuropa bilden diese Antizionisten, denen ihre ethnischen und religiösen Werte am Herzen liegen, eine beträchtliche Mehrheit der Juden.
Schilder bei einer Waffenstillstandskundgebung und einem Marsch im Gazastreifen am 28. Oktober 2023 in Washington, D.C. (Diane Krauthamer, Flickr, CC BY-NC-SA 2.0)
Täuschen Sie sich nicht, es gibt wirklich keinen sinnvollen Spielraum für Kompromisse zwischen diesen beiden Seiten. Wenn die Zionisten siegen, wird der israelische Premierminister das Äquivalent eines jüdischen Papstes werden. Ich weiß, das klingt sehr seltsam!
Wie oben angedeutet, ist das Verhalten Israels in Gaza schrecklich vorhersehbar. Sie können tatsächlich dafür sorgen, dass sich Menschen (alle Menschen) so verhalten. Sie müssen es nicht einmal bewusst tun.
Menschen teilen sich instinktiv in Gruppen auf: Familien, Freundschaftskreise, Stämme, Gemeinschaften, Staaten usw. Die Botschaft jeder Gruppe, dass sie irgendwie „besonders“ ist, scheint auch häufig aufzutauchen. Auch die Ausnutzung einer solchen Botschaft durch Politiker aller Art ist eine historische Konstante.
Angesichts dieser Impulse besteht die eigentliche Arbeit nicht darin, lokale Gruppen dazu zu bringen, feindselig gegenüber dem „Anderen“ zu sein. Die eigentliche Aufgabe besteht darin, sie daran zu hindern.
Das ist unter anderem das, was Humanisten und andere echte Progressive versuchen. Aber es ist nicht einfach. Warum ist es so ein Kampf? Denn Gefühle von Misstrauen und Angst scheinen ganz natürlich zu sein, sei es genetisch oder umweltbedingt. Dies ist vielleicht die beste Erklärung dafür, warum der Kampf um Gerechtigkeit nie zu enden scheint.
Ungeachtet dessen ist es eine bemerkenswerte und wirklich wunderbare Tatsache, dass einige Leute das Muster durchbrechen und sich für diesen Kampf einsetzen. Vor etwa 90 Jahren ging es um das Recht der Juden auf Leben und Freiheit. Heute geht es darum, dass die Palästinenser die gleichen Rechte haben. Die Geschichte wiederholt sich tatsächlich.
Lawrence Davidson ist emeritierter Professor für Geschichte an der West Chester University in Pennsylvania. Seit 2010 veröffentlicht er seine Analysen zu Themen der US-amerikanischen Innen- und Außenpolitik, des internationalen und humanitären Rechts sowie israelisch-zionistischer Praktiken und Politiken.
Wer sich vom Eurovision Song Contest hochwertige musikalische Unterhaltung verspricht, wird auch in diesem Jahr einmal mehr enttäuscht gewesen sein. Aber wer schaut den ESC schon wegen der Musik? Über die Jahre hat sich der Sängerstreit zu einer hochpolitischen und hoch politisierten Selbstprojektionsfläche des sich als „gut“ empfindenden links-liberalen Europas entwickelt – ein Fest der LGBTQ-Community, man ist divers und politisch korrekt, behauptet dabei aber von sich selbst, unpolitisch zu sein. Das ist freilich Unfug. Die Teilnahme Israels trotz dessen Vernichtungskrieg in Gaza hat in diesem Jahr die Grenzen dieses Selbstbetrugs gezeigt. Während vor der Halle mehr als zehntausend propalästinensische Aktivisten gegen die Veranstaltung demonstrierten, versuchten die Veranstalter zwanghaft, trotz lauter Buhrufe die Show zu retten. Das deutsche Fernsehpublikum bekam davon wenig mit. The show must go on, Friede, Freude, Eierkuchen. Ein Kommentar von Jens Berger.
Dieser Beitrag ist auch als Audio-Podcast verfügbar.
Man muss wohl schon Fernsehfunktionär sein, um die Politik hinter dem ESC zu verstehen. Seit 2022 sind Weißrussland und Russland von diesem Wettbewerb ausgeschlossen. Israel durfte hingegen in diesem Jahr teilnehmen. Dabei geht es – so die Funktionäre – keinesfalls um den Vernichtungskrieg in Gaza, die 40.000 Toten, davon die Hälfte Kinder, fast ausschließlich Zivilisten. Nein, Weißrussland und Russland seien „suspendiert“ worden, weil dort seit der Eskalation des Ukrainekriegs die übertragenden Fernsehsender nicht mehr unabhängig arbeiten könnten. Dies gelte für den israelische Fernsehsender KAN, der den ECS für Israel überträgt, nicht. Diese Erklärung ist ungefähr so glaubhaft wie das Selbstbekenntnis, man sei unpolitisch.
Gerade im Gastgeberland Schweden, wo – anders als in Deutschland – gerade bei politisch Linken die Kritik an Israels Krieg in Gaza sehr verbreitet ist, wurde das Bekenntnis der EBU pro Israel gar nicht gut aufgenommen. Und auch bei den teilnehmenden Künstlern sorgte diese Entscheidung für einigen Tumult. So äußerten sich die Teilnehmer der Niederlande, der Schweiz, Griechenlands, Frankreichs und Irlands im Umfeld mal mehr, mal weniger kritisch zur israelischen Teilnahme und drohten bis kurz vor Beginn der Veranstaltung sogar mit ihrer Absage. Am Ende passierte mal wieder nichts – Maulhelden. Aber ja, von den größtenteils jungen Nachwuchskünstlern nun zu fordern, sie sollten ihre Karriere für ein politisches Statement wegwerfen, wäre auch unfair und vielleicht zu viel verlangt. Das gilt jedoch nicht für die Arrivierten. Da haben zumindest einige „Punkte-Ansager“ ihren Job im Vorfeld quittiert, in Belgien sorgte die Gewerkschaft dafür, dass statt des israelischen Beitrags im ESC-Halbfinale eine Protesttafel eingeblendet wurde, die eine Waffenruhe in Gaza fordert. Für die BILD-Zeitung eine „Hass-Botschaft“. Überflüssig zu erwähnen, dass es seitens der deutschen Medien null Kritik an der israelischen Teilnahme gab.
In Malmö wurde der israelische Beitrag jedoch lautstark vom Publikum ausgebuht – die Übertragungstechnik tat ihr Bestes, um die Buhrufe herauszufiltern, was ihr bei der anschließenden Punktevergabe jedoch nicht mehr gelang. Für deutsche Fernsehzuschauer muss dies verwirrend gewesen sein, haben sie doch gelernt, dass Kritiker der israelischen Kriegsführung Antisemiten sind, und die erwartet man ja nun nicht im ach so bunten liberalen Publikum. Während in anderen Ländern kritisch berichtet wurde, machte der NDR einmal mehr auf Friede, Freude, Eierkuchen. In der begleitenden Vorberichterstattung fiel weder der Begriff „Israel“ noch „Gaza“. Wir sind die Guten, wir sind bunt und fröhlich. Und nun „Party“! Doch ein großer Teil der Europäer, selbst der, die sich als ESC-Fans versteht, macht diesen Selbstbetrug nicht mehr mit.
Angestachelt von Kampagnen z.B. in der BILD stimmte das deutsche Publikum dann in Mehrheit für Israel – selbst die Ukraine landete beim deutschen Stimmvieh auf Platz 3. Dass der ESC polarisiert, ist nicht neu. Früher verlief die Konfliktlinie zwischen liberalen LGBTQ-Party-People und reaktionären Wutbürgern, die daheim auf dem Grammophon lieber Peter Alexanders „Als Böhmen noch bei Österreich war“ hören. Geschenkt. Heute verläuft die Konfliktlinie offenbar auch innerhalb der liberalen Bubble. Und das ist gut so! Offenbar erzeugt das Morden in Gaza erste kognitive Dissonanzen innerhalb der außenpolitisch unkritischen linksliberalen Bubble. Bis nach Deutschland sind diese Risse noch nicht gekommen … aber unsere Nachbarländer haben sie bereits erreicht.
War noch was? Ach ja. Am Ende siegte der nicht-binäre Schweizer Nemo mit seiner – zugegeben künstlerisch durchaus bemerkenswert vorgetragenen – LGBTQ-Hymne „The Code“. Die ansonsten subjektiv wirklich gruselige Konkurrenz machte es ihm jedoch auch denkbar einfach. Darüber mögen sich konservative Kommentatoren nun aufregen, aber das ist ebenfalls Unsinn.
Anderthalb Jahre sind seit dem Terroranschlag auf die zivile Energie-Infrastruktur Nord Stream vergangen. Schweden und Dänemark haben ihre Ermittlungen mittlerweile ergebnislos eingestellt. Ähnlich zeigt sich die Situation in Deutschland. Der weisungsgebundene Generalbundesanwalt hat bisher keinerlei Ergebnisse präsentieren können oder dürfen. Anfragen an die Bundesregierung bleiben mit Verweis auf „Staatswohl“ unbeantwortet. Vor diesem Hintergrund hatte die Chinesische Volksrepublik kürzlich im UN-Sicherheitsrat den Antrag eingebracht, die Ermittlungen unter Führerschaft der Vereinten Nationen international weiterzuführen. Die NachDenkSeiten stellten auf der Bundespressekonferenz die eigentlich recht einfach zu beantwortende Frage, ob Deutschland diesen Vorschlag der Chinesen unterstützt. Von Florian Warweg.
Dieser Beitrag ist auch als Audio-Podcast verfügbar.
USA und EU-Staaten zeigen keinerlei Interesse an internationaler Ermittlung
Als der UN-Sicherheitsrat vor mehr als einem Jahr, im Februar 2023, über die schleppenden Ermittlungen zur Sprengung der Nord-Stream-Pipelines debattierte, forderten Russland, China und Brasilien bereits eine internationale Untersuchung des Anschlags unter Leitung der Vereinten Nationen. Diese Forderung wurde aber vehement sowohl von den EU-Staaten als auch den USA mit der Begründung abgelehnt, dass die laufenden Untersuchungen der Anrainerstaaten Deutschland, Dänemark und Schweden (mittlerweile alles NATO-Mitglieder) bereits ausreichend seien und sicherlich bald zu abschließenden Ergebnissen führen würden. Doch dem war nicht so. Die Untersuchungen Dänemarks und Schwedens sind im Februar 2024 wie bereits erwähnt ergebnislos eingestellt worden. Im Falle Deutschlands sieht es nicht viel besser aus.
Zwar dauern, im Gegensatz zu Dänemark und Schweden, die Ermittlungen zumindest offiziell noch an, allerdings wurde auch nach 18 Monaten noch kein einziges Ermittlungsergebnis von der Bundesanwaltschaft offiziell präsentiert. Was es gab, war das Durchstechen von Informationen an bestimmte Medien wie ZDF und SPIEGEL, die dann in „Exklusiv“-Stories davon berichten durften, dass nach bisherigem Ermittlungsstand die Nord-Stream-Pipelines angeblich von ein paar ukrainischen Hobbytauchern an Bord eines Segelschiffchens (15 Meter Länge, 4 Meter Breite) gesprengt wurden. In diesem Zusammenhang wurde dann nochmal betont, dass es weder einen staatlichen Auftraggeber noch eine Mittäterschaft von staatlichen Akteuren gegeben hätte. Beim ZDF liest sich das unter dem Titel „Nord-Stream-Anschläge: Fahnder vermuten “Andromeda”-Crew in Ukraine“ beispielsweise so:
„Die Hinweise verdichten sich: Hinter den Anschlägen auf die Nord-Stream-Pipelines könnten Täter mit Verbindungen in die Ukraine stecken. Offiziell ermittelt die Bundesanwaltschaft weiter gegen Unbekannt. Doch nach Informationen von ZDF frontal und “Spiegel” halten mit Ermittlungen Vertraute vor allem die Spuren in die Ukraine für überzeugend. Zu Tatverdächtigen aus Russland gebe es keine belastbaren Belege.
Die bisher vorliegenden Erkenntnisse der Ermittler wiesen klar in Richtung Ukraine, hieß es. Im Fokus der Fahnder steht weiter ein sechsköpfiges Kommando an Bord der Segeljacht “Andromeda”. Vor und nach den Explosionen in der Ostsee soll sich die Gruppe in der Ukraine aufgehalten haben. Darauf deuteten technische Daten hin, die die Fahnder auswerten konnten. Das erfuhren “Spiegel” und ZDF aus Sicherheitskreisen.“
Angesichts dieses ernüchternden Ermittlungsstandes hatte der stellvertretende chinesische UN-Botschafter Gen Shuang am 26. April vor dem UN-Sicherheitsrat erklärt, man könne „keine konkreten Fortschritte bei den Ermittlungen erkennen“ und den beteiligten Ländern eine „versteckte Absicht“ unterstellt:
„In dieser Situation kann man nur vermuten, dass sich hinter dem Widerstand gegen eine internationale Untersuchung eine versteckte Absicht verbirgt, während man gleichzeitig die mögliche Vertuschung und den Verlust einer großen Menge zwingender Beweise beklagt.“
China forderte in Folge „die betroffenen Länder auf, aktiv mit Russland zu kommunizieren und mit ihm bei der gemeinsamen Untersuchung zusammenzuarbeiten“, und gab der Hoffnung Ausdruck, „dass eine baldige Einigung über den Entwurf erzielt werden kann, so dass der Rat sich so bald wie möglich zu diesem Thema äußern kann“. Abschließend erklärte der chinesische UN-Vertreter:
„Wir bekräftigen unsere Forderung nach der baldigen Einleitung einer internationalen Untersuchung unter der Leitung der UNO, um die Wahrheit für die internationale Gemeinschaft ans Licht zu bringen.“
Angesichts des geschilderten Status Quo beim bisherigen Ermittlungsstand ist die schlussendlich von der AA-Vertreterin gelieferte Antwort, dass aus Sicht der Bundesregierung keine Notwendigkeit bestände, „entsprechende Ermittlungen zu duplizieren“, an Zynismus kaum zu übertreffen.
Auszug aus dem Wortprotokoll der Regierungspressekonferenz zum Thema Nord-Stream-Anschlag
Frage Warweg
Bezüglich Nord Stream: Jetzt sind weit mehr als 18 Monate seit diesem Terroranschlag auf die zivile Infrastruktur vergangen. Schweden und Dänemark haben ihre Ermittlungen ergebnislos eingestellt. Die deutschen Ermittler haben bisher auch noch nichts präsentiert. Ende April hat die chinesische Volksrepublik den Antrag eingebracht, die Ermittlungen unter Führerschaft der Vereinten Nationen international weiterzuführen. Mich würde nur interessieren, Frau Deschauer: Unterstützt denn die Bundesregierung diesen Antrag und diesen Vorschlag der Chinesen?
Deschauer (AA)
Herr Warweg, auch da würde ich Sie zunächst einmal an die zuständigen Ansprechpartner verweisen, und das ist für diesen konkreten Fall ‑ das hatten wir hier, glaube ich, schon ein paarmal gesagt ‑ der Generalbundesanwalt.
Zusatzfrage Warweg
Aber meine Frage war, ob die Bundesregierung, und dafür ist die Bundesregierung zuständig, Frau Deschauer, den Vorschlag der Chinesen, diese Ermittlungen jetzt vor dem UN-Sicherheitsrat unter Leitung der Vereinten Nationen international durchführen zu lassen, unterstützt. Meine Frage hat mit dem Generalbundesanwalt relativ wenig zu tun.
Deschauer (AA)
Laufende Ermittlungen hinsichtlich eines laufenden Verfahrens, die durch eine zuständige Behörde durchgeführt werden, haben schon etwas damit zu tun, und an diese Adresse würde ich Sie verweisen. Sie haben ja just nach 18-monatigen Ermittlungen und dem Erkenntnisstand gefragt, und dafür würde ich Sie darauf verweisen.
Zuruf Warweg
(ohne Mikrofon, akustisch unverständlich)
Vorsitzende Wolf
Das war jetzt schon eine Nachfrage.
Zuruf Warweg
Ja, aber das ist ja unverschämt! Ich habe nachgefragt nach einer UN-Initiative …
Vorsitzende Wolf
Aber, Herr Warweg, es bedarf jetzt keiner Kommentierung der Antwort.
Vize-Regierungssprecherin Hoffmann
Vor allem nicht in dieser Tonlage. Das ist hier wirklich nicht angebracht. Die Sprecherin zu beschimpfen, das geht einfach nicht.
Zusatz Warweg
Ich habe Sie nicht beschimpft. Ich habe gesagt …
Vorsitzende Wolf
Ihr Mikrofon ist jetzt ausgestellt. Sie hatten die Möglichkeit einer Nachfrage. Wenn Ihnen die Antwort nicht passt, dann ist das Ihre Sache, und das muss man …
Zuruf Warweg
(ohne Mikrofon, akustisch unverständlich)
Deschauer (AA)
Ich kann gerne, obwohl ich diesen Ton wie auch die Kolleginnen und Kollegen auf dieser Bank eigentlich nicht akzeptiere, dennoch, um den Bogen zu schließen, Ihnen sagen, dass es laufende Ermittlungen gibt. Auf die verweise ich Sie, wie das auch die Regierungssprecherin und auch die Kollegen der anderen Häuser bereits in der Vergangenheit getan haben. Aus Sicht der Bundesregierung besteht angesichts laufender Ermittlungen, die der Generalbundesanwalt durchführt, keine Notwendigkeit, entsprechende Ermittlungen zu duplizieren.
Richterspruch aus Stuttgart: Die Deutsche Bahn muss die sogenannten Mehrausgaben für S21 „alleine“ tragen, sprich zu Lasten von Steuerzahlern und Fahrgästen. Dasselbe gilt für die Kosten des Rechtsstreits, der sich noch Jahre in die Länge ziehen könnte. Dabei zeichnete sich das Finanzdesaster schon vor 16 Jahren ab und ein Chefplaner warnte: „Wir haben keine Fallschirme dabei.“ Die Macher und Profiteure landeten trotzdem weich, und noch kein Einziger musste sich verantworten. Von Ralf Wurzbacher.
Da freut sich der Steuerzahler! Die Deutsche Bahn (DB) muss die Mehrkosten von Stuttgart 21 (S21) allein schultern. Das entschied am Dienstag der Vorwoche das Stuttgarter Verwaltungsgericht (VG) nach einem jahrelangen Rechtsstreit. Hätte das Urteil Bestand, was längst nicht sicher ist, wären die weiteren Projektpartner – das Land Baden-Württemberg, die Stadt Stuttgart, der Verband Region Stuttgart und der Flughafen Stuttgart – fein raus. Zu blöd: Die Zeche muss am Ende aber doch die Allgemeinheit zahlen. Schließlich gehört die DB dem deutschen Staat, also uns allen. Und weil der Bund das S21-Milliardengrab auf Gedeih und Verderb zum „Erfolg“ führen will, werden die Unsummen letztlich an ihm hängenbleiben, also an uns. Da ärgert sich der Steuerzahler!
Worum ging es vor Gericht? Die Bahn sieht es nicht ein, die mindestens sieben Milliarden Euro, die die Unternehmung mehr verschlingen wird als angeblich ursprünglich geplant, aus eigener Kasse zu begleichen. Der Finanzierungsvertrag aus dem Jahr 2009 bezifferte die Lasten mit 3,1 Milliarden Euro und hielt fest, wie mögliche Mehrausgaben bis zu einem Betrag von 4,5 Milliarden Euro auf die fünf Parteien zu verteilen wären. Für den Fall weiterer Steigerungen wurde keine konkrete Regelung getroffen. Nach diversen Kostenexplosionen rief die DB zuletzt im Dezember die Hausnummer 11,5 Milliarden Euro auf. Zentraler Streitpunkt ist eine im Kontrakt eingebaute sogenannte Sprechklausel, die so viel oder wenig besagt wie: Kommt es noch dicker, muss darüber geredet werden. Daraus leitet die Bahn eine „gemeinsame Finanzierungsverantwortung“ ab. Die Mitbeteiligten stellen sich auf den Standpunkt, man habe sich seinerzeit auf Festbeträge verständigt. Alles, was darüber hinausgeht, müsse die DB als offizielle Bauherrin zuschießen.
Acht Jahre Rechtsstreit …
Die fragliche Klage wurde seit rund einem Jahr verhandelt, war aber bereits 2016 durch den Staatskonzern erhoben worden. Allein in diesen acht Jahren hat sich die Kalkulation von 6,5 Milliarden Euro auf besagte fast zwölf Milliarden Euro aufgebläht. Das hat System bei S21: In puncto Geld läuft alles rasend aus dem Ruder, in Sachen Umsetzung geht nichts voran. Auch der nach etlichen Verschiebungen zuletzt gehandelte Eröffnungstermin – Dezember 2025 – wackelt bedenklich. Gemunkelt wird mittlerweile über einen Start im Jahr 2026, wahrscheinlich wird es noch später. Und mit jeder weiteren Verzögerung wird alles noch teurer, was Banken und Bauindustrielle freut. Ob das alles Zufall ist?
„Nein“, meint der Sprecher beim Bündnis „Bahn für alle“, Carl Waßmuth. „Die jahrelange Unklarheit war beabsichtigt, das hat Befürwortern und Profiteuren geholfen, das zerstörerische Großprojekt so lange weiterzuführen“, sagte er den NachDenkSeiten. „Stadt, Land und die Bundesregierung konnten behaupten, für die Mehrkosten keine Verantwortung zu tragen, dabei hätte jeder der drei auch schon vor dem Urteil aus dem Projekt aussteigen und damit S21 beenden können.“ Jetzt müsse Bundesverkehrsminister Volker Wissing (FDP) erklären, „warum er mit mindestens sieben Milliarden Euro einen Kapazitätsrückbau betreiben möchte, während überall in Deutschland Projekte zum Ausbau der Schiene auf eine Finanzierungszusage warten“.
… und kein Ende in Sicht
Die VG-Richter hatten zu bewerten, ob sich für die Beklagten aus den Verträgen eine Verpflichtung zur Kostenbeteiligung ergibt. Die von mehreren DB-Gesellschaften vorgebrachten Klagen seien teils unzulässig und teils zulässig, aber unbegründet, befand der Vorsitzende Richter Wolfgang Kern. „Aus dem Sinn und Zweck der Sprechklausel bzw. des Finanzierungsvertrages ergibt sich keine Verpflichtung der Beklagten zu einer weiteren finanziellen Beteiligung“, heißt in der Urteilsbegründung. Allerdings sehe der Vertrag „an anderer Stelle ausdrücklich Verhandlungen (und nicht nur die Aufnahme von Gesprächen)“ vor. Das mutet wie Wortklauberei an. Über eine Kostenübernahme zu „sprechen“ oder darüber zu „verhandeln“, läuft schlussendlich auf das Gleiche hinaus.
Vielleicht wird genau das die Bahn bestärken, die nächsthöhere Instanz anzurufen. Die Klägerinnen können innerhalb eines Monats einen Antrag auf Zulassung der Berufung zum Verwaltungsgerichtshof Baden-Württemberg stellen. Die DB werde die schriftlichen Urteilsgründe „sorgfältig prüfen und danach entscheiden, ob sie gegen das erstinstanzliche Urteil Rechtsmittel einlegt“, teilte das Unternehmen mit. Man sei „weiterhin der Auffassung, dass sich die Projektpartner an der Finanzierung der Mehrkosten im Vorhaben Stuttgart 21 beteiligen müssen“. Das erscheint gar nicht mal blauäugig, denn schon der Volksmund weiß: Mitgefangen, mitgehangen!
Kostenexplosionen vorgetäuscht
Das gilt im Speziellen für Mitwisser. Wie die NachDenkSeiten im Beitrag „1000 und ein Tunnel“ vor fünf Monaten berichteten, war den Verantwortlichen mindestens seit 2013 bewusst, welche finanziellen Dimensionen S21 annehmen wird. Entsprechende Hochrechnungen bewegten sich schon damals „zwischen 10,7 und 11,3 Milliarden Euro“, wie die Stuttgarter Zeitung vor elf Jahren schrieb und in einem jüngeren Beitrag (hinter Bezahlschranke) bestätigte. Doch die brisanten Dokumente „blieben unter Verschluss (…), und der Staatskonzern sowie die damalige Bundesregierung unter Kanzlerin Angela Merkel (CDU) und Verkehrsminister Peter Ramsauer (CSU) verhinderten den Abbruch des damals schon völlig aus dem Ruder gelaufenen Tunnelprojekts am Neckar“.
Daraus folgt: Die Kostenschübe, die das Projekt seither hinlegte, waren bloß vorgetäuscht und das vorläufige Maximum schon vor über einem Jahrzehnt eingepreist. Man kann sogar noch weiter zurückgehen. Bereits im November 2008 prognostizierte der Bundesrechnungshof (noch vor Unterzeichnung des Finanzierungsvertrags) einen über die definierte Sollbruchstelle von 4,5 Milliarden Euro hinausgehenden Aufwuchs um zwei Milliarden Euro. Zu ähnlichen Ergebnissen gelangten zwei Jahre später das Bundesumweltamt und ein von der Grünen-Partei beauftragtes Ingenieurbüro. Wer heute so tut, als wäre die Katastrophe nicht absehbar gewesen, macht sich der vorsätzlichen Volksverdummung schuldig. Das betrifft alle Beteiligten, nicht minder die Stadt Stuttgart und das Land Baden-Württemberg, die die verfolgte Unschuld mimen, aber zu jeder Gelegenheit auf den Weiterbau gedrängt haben.
Grün macht’s möglich
Deshalb müssten auch alle, die „wissentlich und willentlich“ mitgewirkt hätten, „gemeinsam für den entstandenen finanziellen Schaden einstehen“, meint Dieter Reicherter, Sprecher beim „Aktionsbündnis gegen S21“. Gemeinsame Verantwortung bestehe obendrein „für den kompletten Kontrollverlust über das Projekt“. Statt eines krisenfesten Konfliktlösungsmechanismus habe man mittels einer „diffusen Sprechklausel“ ein „jahrelanges Schwarze-Peter-Spiel eröffnet, derweil man ungeniert weiterbauen konnte“. Zusammen habe man zudem einen S21-Lenkungskreis etabliert, der allerdings „nichts lenkt, sondern offensichtlich lediglich ein Abnickgremium darstellt“, so Reicherter. Selbst VG-Richter Kern habe festgestellt, dass das Gremium „leichtfertig ohne nähere Prüfung einfach die Mittel und damit den Weiterbau freigegeben hatte“.
Der Journalist und Buchautor Arno Luik lässt insbesondere an den Grünen kein gutes Haar. So seien kurz nach der Regierungsübernahme durch Winfried Kretschmann und der S21-Volksabstimmung im Ländle plötzlich Kosten von über sechs Milliarden Euro aufgerufen worden, bemerkte er gegenüber den NachDenkSeiten. „Nach den Vorgaben des Plebiszits hätte er das Projekt damit umgehend stoppen müssen, dies tat er aber nicht“, und weiter: „Ohne die Grünen an der Macht in Stuttgart gäbe es kein S21. Sie sind mitverantwortlich für den Schlamassel und das finanzielle Desaster.“ Luik verwies auf eine interne „Risikoanalyse“, die ihm im Frühjahr 2011 zugespielt wurde. „Das war ein Dokument des Scheiterns, ein Aufschrei, ein Hilferuf des Chefplaners von S21 Hany Azar. Tenor: Leute, wir haben das Ding nicht im Griff! Uns laufen die Kosten davon! Wir schaffen das nicht!“ Rückblickend sagt Luik: „Alle in Berlin und Stuttgart wussten, was sie anrichten – nicht wenige schon vor der sogenannten Volksabstimmung.“
Unsummen für weniger Leistung
Luik ist einer der profiliertesten Kritiker der Deutschen Bahn und der bahnpolitisch Verantwortlichen und stand mit seinem Buch „Schaden in der Oberleitung. Das geplante Desaster der Deutschen Bahn“ wochenlang auf den Bestsellerlisten. Darin hatte er einen DB-Topplaner zitiert, der schon im Jahr 2010 tiefschwarz sah: „Wir bauen einen riesigen Verkehrsknoten, der nicht funktionieren wird. Wir sind wie Fallschirmspringer bei diesem Projekt. Aber wir haben keine Fallschirme dabei. Wir wissen das. Wir stürzen uns in die Tiefe, und irgendwann werden wir aufschlagen und zerschellen.“ 14 Jahre später sei genau das die „Lage bei S21, der Aufschlag, das Zerschellen“. Was das alles noch fataler mache: „Die unkontrollierbaren Kosten gefährden die Existenz der mit 35 Milliarden Euro verschuldeten Bahn. Sie ist faktisch pleite. S21, wenn es nicht gestoppt wird, ist ihr Sargnagel.“
Die beschworene Mobilitätswende rückt mit dem Urteil, so es am Ende Bestand hat, in noch weitere Ferne. Immerhin spekulierte die Bahn darauf, sich vor Gericht um Lasten im Umfang von mehreren Milliarden Euro zu erleichtern. Stattdessen gehen jetzt viele Millionen Euro zur Deckung dieser und möglicher weiterer Verfahrenskosten drauf. Damit bliebe am Ende noch weniger Geld für die Instandsetzung der in Jahrzehnten verschlissenen Schieneninfrastruktur. Der Sanierungsstau wird auf mindestens 90 Milliarden Euro geschätzt, während die Ampelregierung in diesem Jahr lediglich 17 Milliarden Euro in die Ertüchtigung der Bahn stecken will. Dabei könnte allein S21 mitsamt sogenannter Ergänzungsprojekte am Ende mit bis zu 20 Milliarden Euro zu Buche schlagen. Und dies, obwohl das Ganze laut Kritikern auf einen Kapazitätsabbau hinausläuft für Riesensummen, die für die dringend nötige strukturelle Runderneuerung fehlen.
Der Bürger ist der Dumme
Es müsse jetzt zu einer außergerichtlichen Einigung über eine Kostenverteilung nach dem Verschuldensprinzip kommen, findet Reicherter vom Aktionsbündnis. Solange es keine Verständigung darüber gebe, dürften keine weiteren Mehrkosten durch Weiterbauen produziert werden. Auch deshalb sei die Gelegenheit günstig, „die Tabuisierung der Diskussion über Alternativen aufzugeben“. Naheliegend wäre auch, dass die Bahn von sich aus einen Baustopp verhängt, um Kürzungen beim Ausbau des bundesweiten Schienennetzes zu vermeiden. In keinem Fall dürfe es einen monströsen Rechtsstreit geben, „der über alle Instanzen und viele Jahre fortgesetzt wird und in dem hoch bezahlte Juristen Millionenkosten bei allen Beteiligten verursachen“.
Ein großer Teil der Mehrkosten „könnte auch heute noch vermieden werden“, gab Waßmuth von „Bahn für alle“ zu bedenken. „Der Kopfbahnhof oben ist noch nicht völlig zerstört. Baut man diese wertvolle Infrastruktur sinnvoll aus, wird der Bahnverkehr im Süden viel leistungsfähiger und Stuttgart bekommt die Chance, doch an den Deutschlandtakt angeschlossen zu werden.“ Und noch etwas stellte der Aktivist klar: „Nicht die DB bezahlt die Mehrkosten, sondern wir Steuerzahlende und Bahnkunden. Die Manager, die das verursacht haben, bekommen Millionen an Boni, sie zahlen keinen Cent. Auch die Immobilienspekulanten, die dort nur wegen des gigantisch teuren Tiefbahnhofs an Grundstücke gekommen sind, werden nicht an den Mehrkosten beteiligt.“ Man hätte es ahnen können. Die Macher wussten es sogar – schon lange.
Javier Martorell (Unidad y Lucha).— Recientes declaraciones de Margarita Robles, ministra de Defensa del Gobierno PSOE-SUMAR, ahondan en la sumisión del Ejecutivo español al dictado de EE.UU, la UE y la OTAN, y lo elevan, dejando a un lado la careta de mero cómplice, mostrándose como parte activa en la guerra imperialista. Afirmar que, ante un recrudecimiento del conflicto en Ucrania, “estaríamos a un paso de la Tercera Guerra Mundial”, o declarar que “La amenaza es total y absoluta” frente las supuestas valoraciones de Rusia respecto a la posibilidad de iniciar una ofensiva nuclear, es adoptar la falacia y la tergiversación como herramienta para manipular a la opinión pública y evitar el rechazo popular hacia la toma de decisiones contrarias a la paz y a los intereses del pueblo trabajador. De esta manera el Gobierno de España eleva el tono en sus declaraciones, y, con la Ministra como vocera, pone en práctica una táctica que pretende justificar actuaciones tales como la reciente entrega a la OTAN de la base naval de Maó, un hecho que de facto se viene produciendo desde hace años y que se acentuará en los próximos meses; o el incremento de gasto para Defensa que Robles viene reclamando vehementemente y que conllevará, entre otras consecuencias, la inyección de mayores recursos al Gobierno fascista de Zelenski, así como el refuerzo y la implantación de destacamentos militares al servicio del imperialismo, repartidos por diversas misiones internacionales.
Con estas declaraciones, Margarita Robles, desde su condición de ministra de Defensa de un Gobierno al servicio de los intereses del imperialismo, sitúa al Estado español como parte activa en las agresiones criminales que se vienen ejecutando, a lo largo y ancho del planeta, contra Estados soberanos que, destruidos y saqueados, derraman sobre sus tierras la sangre del pueblo trabajador.
El ataque se produjo cerca de la ciudad de Chásov Yar, en Donbass.
El Ministerio de Defensa de Rusia publicó este martes un video en el que mostró cómo los militares rusos destruyeron posiciones fortificadas de las Fuerzas Armadas de Ucrania mediante lanzacohetes múltiples termobáricos TOS-1A Solntsepiok.
De acuerdo con el comunicado del ministerio, integrantes de la unidad de fuerzas aerotransportadas con sede en la ciudad rusa de Ivánovo atacaron puestos en los que estaba desplegada la infantería ucraniana. El ataque se produjo cerca de la ciudad de Chásov Yar, en Donbass.
El sistema TOS-1A Solntsepiok y sus potentes municiones están diseñados para destruir posiciones enemigas fortificadas. Cada instalación está equipada con 24 lanzadores para misiles no guiados de calibre 220 mm.
Cuando explotan sobre su objetivo, los misiles termobáricos –provistos con líquido inflamable– forman una nube de aerosol incendiario que se activa de inmediato, anulando cualquier posibilidad de salvarse para los enemigos que se encuentran en la zona de impacto.
El proyectil tiene un alcance de más de 9.000 kilómetros y forma parte del sistema de armas de los «temibles» submarinos nucleares estratégicos del proyecto Boréi.
El misil balístico intercontinental para submarinos Bulavá entró en servicio en las Fuerzas Armadas de Rusia, comentó Yuri Solomónov, diseñador general del Instituto de Ingeniería Térmica de Moscú, que desarrolló el arma. “Este 7 de mayo fue firmado un decreto sobre la adopción [por las FF.AA. rusas] del sistema de misiles Bulavá”, detalló Solomónov a TASS.
Características técnicas
El nuevo misil es de combustible sólido, cuenta con tres etapas y tiene un alcance de más de 9.000 kilómetros.
Asimismo, puede transportar en su ojiva de 6 a 10 bloques de combate dirigidos individualmente con una capacidad de 100 a 150 kilotones cada uno. El peso de lanzamiento del misil es de unas 37 toneladas.
El submarino de misiles balísticos de propulsión nuclear «Emperador Alejandro III» ha realizado con éxito un lanzamiento de prueba del misil balístico marítimo Bulavá desde la zona acuática del Mar Blanco, en la península de Kamchatka, informó el Ministerio de Defensa ruso. pic.twitter.com/VicSS7gaOE
El Bulavá forma parte del sistema de armas de los submarinos nucleares estratégicos del proyecto 955/955A Boréi y Boréi-A. Las flotas del Norte y del Pacífico de la Armada de Rusia ya cuentan con siete submarinos de este tipo, cada uno de los cuales porta 16 misiles Bulavá.
A finales del año pasado, el presidente ruso, Vladímir Putin, describió como “temibles” los nuevos submarinos de propulsión nuclear del proyecto Boréi y destacó que “no tienen análogos en su clase”.
Etapa de desarrollo
El desarrollo del misil Bulavá empezó en 1998, y en 2004 se realizó su primera prueba de lanzamiento. Para el año 2022, estas sumaron un total de 40. Todos los lanzamientos de prueba efectuados después de 2013 se completaron con éxito.
El último se llevó a cabo en noviembre del año pasado, en el marco de la etapa final del programa de pruebas estatales, desde el submarino nuclear ruso Emperador Alexánder III en aguas del mar Blanco. Las ojivas del misil alcanzaron a la hora programada la zona determinada en el campo de pruebas de misiles de Kurá, localizado en la península de Kamchatka, en el Lejano Oriente ruso.
Finlandia acogerá por primera vez en su territorio una reunión del Grupo de Trabajo de Movimiento y Transporte de la Organización del Tratado del Atlántico Norte (OTAN), que se celebrará en la ciudad de Tampere del 20 al 24 de mayo, comunicó este 14 de mayo el servicio de prensa del Gobierno finlandés.
“La reunión del Grupo de Trabajo de Movimiento y Transporte de la OTAN se celebrará en Tampere, Finlandia, del 20 al 24 de mayo de 2024. Esta será la primera gran reunión oficial de la OTAN organizada en Finlandia desde su conversión en el miembro de la OTAN”, informó el Gobierno en un comunicado.
El 10 de abril la ministra de Transportes y Comunicaciones, Lulu Ranne, anunció dicha reunión sin especificar las fechas y lugar.
En abril de 2023, Finlandia pasó a ser el miembro 31 de la Alianza Atlántica, y el pasado 7 de marzo se incorporó oficialmente al bloque Suecia, convirtiéndose en el número 32.
Moscú lleva años denunciando la expansión de la OTAN hacia las fronteras rusas, la acumulación de fuerzas aliadas en Europa, el continuo incremento de gastos militares dentro del bloque y su creciente implicación en el conflicto ucraniano.
Hay que prepararse para lo que podría ser la bomba geoeconómica del año 2024: la llegada de un ecosistema monetario descentralizado.
Pepe Escobar.— Bienvenido a The Unit , un concepto que ya ha sido discutido por el grupo de trabajo de inversiones y servicios financieros creado por el Consejo Empresarial BRICS+ y que tiene serias posibilidades de convertirse en política oficial de BRICS+ ya en 2025.
Según Alexey Subbotin, fundador de Arkhangelsk Capital Management y uno de los conceptualizadores de la Unidad, se trata de un nuevo sistema de resolución de problemas que aborda la cuestión geoeconómica en estos tiempos difíciles: una crisis global de confianza.
Un economista que sabe todo de primera mano: Subbotin, un experimentado profesional financiero con experiencia en banca de inversión, gestión de activos y asuntos corporativos, lidera el proyecto de la Unidad bajo los auspicios de IRIAS, una organización intergubernamental internacional creada en 1976 de conformidad con el estatuto de la ONU.
La Mayoría Global está harta del marco monetario controlado centralmente establecido hace 80 años en Bretton Woods y de sus defectos endémicos: déficits crónicos que alimentan el gasto militar irresponsable; burbujas especulativas ; sanciones por motivos políticos y sanciones secundarias; abuso de infraestructura de liquidación y pago; proteccionismo; y total ausencia de un arbitraje justo.
Por el contrario, la Unidad propone una solución fiable, rápida y económicamente eficiente para los pagos transfronterizos. La Unidad – transaccional – cambia las reglas del juego; se trata un nuevo formato de moneda internacional que puede emitirse de forma descentralizada y luego ser reconocida y regulada a nivel nacional.
La Unidad ofrece una solución única para los cuellos de botella en la infraestructura financiera global: es elegible para operaciones bancarias tradicionales, así como para las formas más nuevas de banca digital.
La Unidad también puede ayudar a acabar con los precios injustos en el comercio de productos básicos, mediante la creación de una nueva Bolsa Mercantil Euroasiática (justa y eficiente) donde el comercio y la liquidación se puedan realizar en una nueva moneda que sirva de puente entre los flujos comerciales y el capital, allanando así el camino para el desarrollo de nuevos productos financieros para la inversión extranjera directa (IED).
La fuerza conceptual de la Unidad, es que elimina la dependencia económica de la moneda de otras naciones y ofrece especialmente a la Mayoría Global una nueva forma de dinero apolítico, con un enorme potencial para anclar el comercio y las inversiones.
De hecho, es un nuevo concepto en términos de moneda internacional, anclado en el oro (40%) y las monedas BRICS+ (60%). No es ni una criptomoneda ni una moneda estable, como se muestra aquí .
La belleza de volverse fractal
La Mayoría Global comprenderá instantáneamente el propósito principal de la Unidad: armonizar los flujos comerciales y financieros manteniéndolos fuera de presiones políticas o “reglas” que pueden modificarse a voluntad. La consecuencia inevitable se traduce en soberanía financiera. Lo que importa en todo el proceso son políticas monetarias independientes centradas en el crecimiento económico.
Ése es el atractivo clave para la Mayoría Global: un ecosistema completo que ofrezca una infraestructura monetaria independiente y complementaria. Y eso seguramente puede extenderse a socios que estén dispuestos a utilizar la Unidad en el Occidente colectivo.
A nivel práctico explica Subbotin: el ecosistema de la Unidad puede ser fácilmente escalable porque proviene de una arquitectura fractal sustentada en reglas simples. Los nuevos nodos de Unidad pueden ser establecidos por agentes soberanos o privados, siguiendo un libro de reglas detallado bajo la custodia de IRIAS, constituida por la ONU.
Esto significa que la conexión está disponible para todas las plataformas digitales y DEX abiertas operadas por bancos comerciales y centrales de todo el mundo.
El objetivo final es que todos puedan utilizar la Unidad para llevar la contabilidad, fijar precios, liquidar, pagar, ahorrar e invertir.
No es de extrañar que las posibilidades institucionales sean atractivas, ya que la Unidad puede utilizarse para la contabilidad y liquidación de BRICS+; pagos y fijación de precios para la Unión Económica Euroasiática (UEEA); o como moneda de reserva para el África subsahariana.
Y ahora viene el factor decisivo: la Unidad ya ha recibido el respaldo del Consejo Empresarial de los BRICS y está en la agenda de la crucial reunión ministerial que se celebrará en Rusia el próximo mes, en la que se elaborará la hoja de ruta para la cumbre del próximo octubre en Kazán.
Eso significa que la Unidad tiene todo lo necesario para estar sobre la mesa como un tema serio discutido por BRICS+ y eventualmente ser adoptado ya en 2025.
¿Estarán Musk y el NDB a bordo?
Tal como están las cosas, la prioridad para los conceptualizadores de la Unidad – a quienes seguí durante más de un año en reuniones en Moscú – es informar al público en general sobre el nuevo sistema.
Al equipo de la Unidad no le interesa en absoluto meterse en aguas políticas candentes o verse acorralado por argumentos cargados de ideología.
Las referencias directas a conceptos o autores inspiradores pero a veces controvertidos como Zoltan Pozsar pueden enterrar el concepto de la Unidad en casilleros, limitando así su impacto potencial.
Lo que puede venir en el futuro podría ser emocionante, ya que el atractivo de la Unidad podría extenderse desde Elon Musk hasta el Nuevo Banco de Desarrollo (NDB) de los BRICS, con la posibilidad de involucrar también a una serie de actores fundamentales.
Después de una evaluación positiva por parte del ministro de Finanzas, Anton Siluanov, que permanece en el cargo en el nuevo gobierno ruso, no es descabellado imaginar a Putin y Xi discutiéndolo el tema esta semana.
Tal como están las cosas, la principal conclusión es que la Unidad debe verse como una solución técnica factible para lo teóricamente , hasta ahora, irresoluble: un sistema de pago/comercio mundialmente reconocido, inmune a la presión política. Es la única respuesta que existe, no hay otras.
Mientras tanto, los conceptualizadores de la Unidad están abiertos a críticas constructivas y a todo tipo de colaboración. Sin embargo, tarde o temprano los “jugadores” se alinearán y entonces será cuestión de mejorar seriamente el partido.
Vasily Zhabykin, coautor del libro blanco de la Unidad y fundador de CFA.Center, socio tecnológico de la Unidad en el Centro de Innovación Skolkovo en Moscú, destaca: la Unidad “representa dinero apolítico y puede ser el conector entre el Sur Global y Occidente. «
Se apresura a señalar: “la Unidad puede mantener todas las ruedas girando a diferencia de la mayoría de otros conceptos que se presentan como ‘asesinos de dólares’. No queremos dañar a nadie. Nuestro objetivo es mejorar la eficiencia de los flujos de capital y dinero actualmente interrumpidos. La Unidad es más bien la ‘cura de un cáncer centralizado»’.
Subbotin y el equipo de la Unidad «están deseosos de conocer nuevos socios que compartan su enfoque y estén dispuestos a aportar valor adicional al proyecto». Si ese es el caso, deberían “enviarnos esquemas sobre cómo pueden ayudar y mejorar la Unidad”.
Un paso audaz debería ser, por ejemplo, una conferencia virtual sobre la Unidad, en la que participaran destacados economistas como Sergey Glazyev, Yannis Varoufakis, Jeffrey Sachs y Michael Hudson, entre otros.
“He seguido el desarrollo de The Unit durante más de un año y puedo confirmar que ofrece una solución factible y muy oportuna. Es académicamente sólido, tecnológicamente innovador y al mismo tiempo complementario a la infraestructura bancaria existente.
Lanzarlo bajo los auspicios de una institución de la ONU le da a la Unidad legitimidad, de la que claramente carece el actual marco de Bretton Woods. Las recientes acciones de la administración estadounidense y el fuerte silencio del FMI indican claramente la necesidad de un cambio.
Un enfoque descentralizado para la emisión de una moneda para el comercio global, cuyo valor intrínseco está anclado en el oro físico y las monedas BRICS+, convierte a la Unidad en el más prometedor de los enfoques que se están considerando. Equilibra las prioridades políticas de todos los participantes, al tiempo que ayuda a que cada economía soberana se desarrolle por un camino óptimo.
El Nuevo Banco de Desarrollo (NDB) y BRICS+ adoptarán el concepto de Unidad y lo ayudarán a convertirse en el pináculo de la nueva infraestructura financiera global emergente, libre de interferencias políticas malignas y centrados en cambio en el comercio justo y el crecimiento económico sostenible”.
Un ejemplo claro y práctico de una posible solución de problemas de la Unidad tiene que ver con las relaciones comerciales entre Rusia e Irán. Estos son dos de los principales miembros de los BRICS.
El comercio ruso con Irán no es rentable debido a las sanciones y ambos no pueden realizar pagos en dólares estadounidenses ni en euros.
Las empresas rusas sufren pérdidas importantes tras pasar a pagos en moneda nacional. Con cada transferencia, los rusos pierden en promedio hasta un 25% debido a la discrepancia entre el tipo de cambio del mercado en Irán y el tipo estatal.
Y aquí está la conclusión clave: los BRICS+, así como la Mayoría Global, sólo pueden fortalecerse desarrollando vínculos geoeconómicos más estrechos.
La eliminación del capital especulativo occidental liberará el comercio local de productos básicos y permitirá la acumulación de capital invertible para el desarrollo sostenible. Para desbloquear un potencial tan vasto, la Unidad bien podría ser la clave